"Księga bez tytułu" Anonim

"Księga bez tytułu" Anonim

"Księga bez tytułu" Anonim


Już się nie mogę doczekać, żeby Wam przedstawić tą powieść. Znalazłam ją kiedyś podczas wakacji nad naszym Bałtykiem. Jak już pisałam książki są  dla mnie idealnymi pamiątkami urlopowymi, przywożę ich dość sporo, o ile jest ku temu okazja. Tym razem padło na "Księgę bez tytułu" Anonima. 

Opis z okładki

Księga bez tytułu anonimowego autora przynosi śmierć każdemu, kto ją przeczyta.
W Santa Mondega wkrótce rozpęta się piekło. Dosłownie.
Barman Sanchez, szef mafii El Santino, kilku poszukiwaczy łupów i płatny zabójca w przebraniu Elvisa Presleya, dwóch ostrych mnichów, detektyw z Wydziału Śledczego do spraw Nadprzyrodzonych, emerytowany policjant, który nie chce odpuścić, twardziel na poobijanym harleyu i cała masa szumowin spotka się na niespokojnych ulicach Santa Montega. Wkrótce całkowite zaćmienie pogrąży miasto w ciemnościach i poleje się krew. Jaki związek z tymi wydarzeniami ma Bourbon Kid i Oko Księżyca?
W tej oryginalnej, przezabawnej, już legendarnej książce Tarantino spotyka się ze Stephenem Kingiem. Pamiętaj: każdy, kto czyta Księgę bez tytułu, zostaje zamordowany. Dlaczego? Jest tylko jeden sposób, żeby odkryć sekret: przeczytać ją samemu.

Moja recenzja

"Księgę bez tytułu" czytałam już jakiś czas temu. Ponieważ chciałam się nią z Wami podzielić postanowiłam sięgnąć po nią jeszcze raz w ramach przypomnienia. I już wiem, ze dobrze wybrałam. Mimo, że już wcześniej miałam przyjemność ją czytać i znałam treść, powieść wciągnęła mnie na amen. Po prostu nie mogłam się od niej oderwać.
Oglądaliście może kiedyś słynny film "El Mariachi"? A może nowszy "Desperado"? Mi automatycznie przyszły na myśl te dwa hity dużego ekranu. Dodajcie do tego trochę magii, spirytyzmu i otrzymacie wciągającą historię. Ale nie zrażajcie się jeśli wyżej wymienione filmy nie przypadły wam do gustu. Tak było ze mną. Lubię kino, jednak niekoniecznie w takim wydaniu. Mimo to piszę teraz dla was recenzję, która zawiera praktycznie same ochy i achy.
Może zacznijmy od początku. Rzecz się dzieje w Santa Mondega, miasteczku specyficznym, pełnym zbirów, mordowni, gdzie śmierć od kuli nikogo specjalnie nie dziwi i nie przeraża. Nie spotkamy tu praktycznie nikogo sympatycznego, nikt nie wzbudzi cieplejszych uczuć, a każdy objaw słabości zostanie wykorzystany przeciwko tobie. Właśnie tu poznamy pełną zagadek historię, która nie pozwoli nam się nudzić. Akcja rozgrywa się błyskawicznie, każdy rozdział przynosi praktycznie całkowitą zmianę sytuacji. Niestety nie mogę nawet odrobiny zdradzić z fabuły aby nie zepsuć wam zabawy podczas czytania. Musi wystarczyć, że zapewnię was o niesamowicie szybkich i dynamicznych zwrotach akcji.
Anonim przy kreowaniu postaci wykazał się majstersztykiem. Są to postacie bardzo sugestywne, jakby wychodzące z kart książki. Nie ma tu praktycznie dobrych charakterów (może z nielicznymi wyjątkami), mimo to udało mi się nawiązać z niektórymi coś na kształt przyjaźni. Mamy tu głównie morderców, tchórzy, pijaków i inne kreatury, z którymi nie chciałabym się spotkać na ulicy nawet za dnia. A mimo to kibicowałam im praktycznie przez całą książkę.
Dla wrażliwych ostrzegam. Krew leje się strumieniami. Śmierć jest stałym elementem fabuły, a sposoby jej zadawania nie należą do najłagodniejszych. Ofiary poddawane są wymyślnym torturom, a śmierć od kuli zdaje się być błogosławieństwem. Musicie się także liczyć z dosadnymi epitetami, jakimi obdarzają się postacie. Cóż tu dużo mówić, język jest typowo rynsztokowy, co jakoś specjalnie mnie nie zniechęciło. W końcu historia umieszczona jest w podłych realiach, gdzie ten, kto głośniej obrazi przeciwnika, ma szansę wyjść z tego cało.
Tak naprawdę do samego końca nie wiadomo o co w tym wszystkim chodzi. Mnie osobiście zakończenie zaskoczyło całkowicie. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, a ci, którym kibicowałam, niekoniecznie okazali się tego warci. Ale dzięki temu mówię z całą odpowiedzialnością, że finał okazał się wręcz doskonały. I z całą pewnością zachęcił do czytania kolejnego tomu, który już niedługo postaram się wam przybliżyć.

Podsumowanie

 Czy warto? Jak najbardziej. Jeśli nie przeszkadza ci dosadny język i stos trupów to polecam. Nie rozczarujesz się. Ja jestem zachwycona, mimo że do tej pory stawiałam raczej na historie mniej krwawe, gdzie autorzy skupiali się na wywołaniu strachu a nie opisywaniu bólu. Wartka akcja, nietuzinkowe postacie, trochę nadnaturalnych elementów, to wszystko składa się na powieść prawie idealną. Niestety nie mogę dać najwyższej oceny ze względu na osoby, które nawet polubiłam, a które niestety nie wytrwały do samego końca. Specyfika tej powieści raczej nie zakłada spektakularnych happy endów, choć mamy ciągle nadzieję na jakieś pozytywne elementy w tej mrocznej historii.

Już teraz zapraszam was na recenzję drugiej części, która nosi tytuł "Oko Księżyca".




"Co wie noc" Dean Koontz

"Co wie noc" Dean Koontz

"Co wie noc" Dean Koontz


Lista moich wakacyjnych propozycji, którą znajdziecie tutaj jest dość długa, zawiera sporo całkiem odmiennych gatunkowo pozycji. Obiecuję, że znajdziecie u mnie w najbliższym czasie recenzje wielu, o ile nie wszystkich polecanych tytułów. Dziś zapraszam Was na podróż w mroczny świat Koontza.

Opis z okładki

John Calvino w wieku czternastu lat jako jedyny przeżył masakrę. Szaleniec bestialsko zamordował cztery rodziny - i to nastoletni John by tym, który go powstrzymał - na amen.
Po dwudziestu latach John jako detektyw w wydziale zabójstw natrafia na sprawę,która łudząco przypomina zbrodnię sprzed lat. Zaniepokojony niezwykłym podobieństwem między starymi a nowymi morderstwami, próbuje ustalić związek pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Dochodzi do przerażającej konkluzji: pochowany dwadzieścia lat wcześniej morderca jego rodziców jakimś cudem powrócił do świata żywych i planuje powtórzyć swą krwawą sekwencję. A ostatnim celem ma być rodzina Johna - jego żona i trójka dzieci.

Moja recenzja

Jak już pewnie wiecie uwielbiam twórczość Deana Koontza. Czytam dosłownie wszystko, co znajdzie się w zasięgu moich rąk a wyszło spod pióra tego autora. Nie jestem bezkrytyczna, zdaję sobie sprawę z wad jego twórczości, pewnych niedociągnięć. Mimo to uważam Koontza za jednego z najlepszych pisarzy, z jakimi miałam styczność. Tu trzeba zaznaczyć, że jego styl, charakter jego tekstów, a przede wszystkim poruszana w nich tematyka idealnie wpisują się w moje gusta książkowe.
Sięgając po "Co wie noc" tak naprawdę nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Czytałam wiele książek tego autora, od praktycznie idealnych, poprzez całkiem ciekawe, skończywszy na tylko znośnych. Przy tej pozycji miałam mieszane uczucia. Z jednej strony opis sugerował, że mamy do czynienia z zemstą z zaświatów, co już samo w sobie brzmi mało poważnie. Z drugiej jednak oprawa graficzna powieści obiecywała nam naprawdę mocne wrażenia. Okładka według mnie daje do myślenia i wywołuje uczucie niepokoju.
Według mnie fabuła jest równie złowieszcza jak sama okładka. Mamy bowiem mężczyznę prześladowanego przez tragiczną przeszłość, z którą nie uporał się jeszcze do końca. I okazuje się nagle, że wydarzenia sprzed lat mają swój ciąg dalszy w teraźniejszości. Morderstwa, które miały wpływ na cale życie Johna powtarzają się i tylko on zdaje się widzieć związek między tymi sprawami. Dodatkowo uświadamia sobie, że następnym celem będzie jego rodzina, co ma stanowić swego rodzaju finał zemsty.
Temat powrotu z zaświatów został w tym przypadku poprowadzony w sposób bardzo interesujący. Nie ma tu powstających z grobu zmarłych, nie ma żywych trupów. Cała idea zemsty zza grobu jest opisana w sposób bardzo sugestywny, mający na celu wzbudzić strach nie tyle przemocą i makabrą, co parapsychologicznymi aspektami zagadnienia. Autor zmusza swoje postacie do odczuwania panicznego lęku przy najprostszych codziennych czynnościach, takich jak patrzenie w lustro czy otwieranie szafy. I nie jest to lęk bezzasadny, okazuje się bowiem, że niebezpieczeństwo nie jest tylko wytworem ich wyobraźni.

 Podsumowanie


Książka wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Znalazłam tu mnóstwo elementów, które tak cenię w twórczości Koontza. Przede wszystkim odczuwałam autentyczny strach. Były to lęki, które pamiętam z dziecięcego pokoju, coś w stylu "potwór czai się pod łóżkiem". Dzięki temu, że tak naprawdę nie możemy zobaczyć tego "potwora" boimy się go jeszcze bardziej. Nie zabrakło tu też elementów fantastycznych, tak charakterystycznych dla tego autora. Oczywiście były momenty, które nie do końca mi się podobały, na przykład fakt, że z założenia kochająca się, idealna rodzina nie umiała rozmawiać między sobą o swoich obawach. Zdaję sobie jednak sprawę, że zabieg ten był konieczny do stworzenia takiej, a nie innej atmosfery, dlatego jestem w stanie zaakceptować ten fakt. 
Pewien niepokój wywołał także sposób, w jaki autor pokazuje nam ludzi naprawdę złych. Nie zdradzając fabuły mogę tylko wspomnieć, że nie możemy być pewni dosłownie nikogo. Nigdy nie wiesz, co czai się w duszy drugiego człowieka, jakie nim kierują motywy i jakie niecne uczynki ma na sumieniu. I niekoniecznie doczekamy się ukarania zbrodniarza, co naprawdę mną wstrząsnęło. Niby wiem, że nie zawsze uda się złapać winnego, jednak sam fakt, że na świecie są potwory, które mogą mieć codziennie styczność z naszymi dziećmi jest na tyle przerażający, aby książka ta zapadła na długo w pamięć.
Powieść ta zajmuje bardzo wysokie miejsce na mojej liście. Nie jest może idealna, jednak na pewno po jej przeczytaniu nie uda się o niej tak łatwo zapomnieć.



Jak rozpoznać dobrą książkę

Jak rozpoznać dobrą książkę

Jak rozpoznać dobrą książkę


W całym swoim życiu przeczytałam mnóstwo książek. Wydaje mi się, że można je już liczyć w setkach. Czytałam książki wspaniałe, wręcz idealne, całkiem dobre, ale zdarzały się też marne, słabe, po prostu nieudane. Niestety czasem ciężko na pierwszy rzut oka stwierdzić, z jaką powieścią mamy do czynienia.

Każdy miłośnik literatury zdaje sobie sprawę, że po prostu szkoda czasu na nudną lekturę. Tylko jak wśród tysięcy propozycji rozpoznać te najbardziej wartościowe. Nie dam wam na pewno gotowego przepisu. Taki nie istnieje. Mogę wam tylko podpowiedzieć, na co zwrócić uwagę. 

Okładka

Pierwsze, co  zobaczymy wybierając książkę, to okładka. Jesteśmy wzrokowcami, siłą rzeczy zwracamy uwagę na wygląd. Abyśmy zainteresowali się daną pozycją, musi ona przyciągnąć naszą uwagę. Powieść może być wspaniała, jednak jeśli nie zauważymy jej na półce pośród wielu innych, po prostu po nią nie sięgniemy. Zdaję sobie sprawę, że może to być momentami krzywdzące dla autora, niestety nie zmienia to faktu, że oprawa graficzna ma ogromne znaczenie. 

Autor

 Jest to jedno z kryteriów, które ma dla mnie duże znaczenie przy wyborze lektury. Jeśli twórczość konkretnego autora wywarła na mnie pozytywne wrażenie, jest wielce prawdopodobne, że w przyszłości sięgnę po inną jego powieść.  

Opis z okładki

Przed przeczytaniem konkretnej książki nie wiemy tak naprawdę o fabule nic poza wiadomościami zawartymi w opisie z okładki. Ważne jest zatem, aby informacje te nas do niej zachęciły, pobudziły naszą wyobraźnię, ale nie zdradziły za dużo. Nie chcemy się na przykład dowiedzieć, kto jest mordercą w kryminale, który chcemy właśnie przeczytać. Z kolei jeśli znajdziemy informacje ogólne o głównym bohaterze, a zabraknie wzmianki o sensacyjnym aspekcie, możemy mylnie zaklasyfikować powieść jako obyczajową, co automatycznie odstraszy miłośników mocniejszych wrażeń.

Fabuła

Ten punkt jest raczej oczywisty dla każdego miłośnika literatury. Dobra książka po prostu musi się dobrze czytać. Tematyka powinna być na tyle interesująca, aby przyciągnąć i już nie puścić czytelnika do ostatniej strony. Lubię książki,w których dużo się dzieje, wydarzenia następują po sobie szybko, bez zbytecznych zastojów.

Spójność wydarzeń

Nie wystarczy wymyślić ciekawą fabułę. Należy jeszcze dopilnować aby wydarzenia były spójne i jedno wynikało z drugiego. Nie bez powodu umieszczam ten punkt na swojej liście. Niestety zdarzyło mi się już kilka razy czytać obiecującą książkę o ciekawej tematyce. Jednak niedopracowane szczegóły fabuły całkowicie psuły efekt.

Gramatyka

 Wydaje się rzeczą całkowicie oczywistą, że powieść powinna być napisana w zgodzie z zasadami gramatyki. Niestety nieraz spotkałam się z książką niedopracowaną pod tym względem, gdzie zdania były sformułowane niezrozumiale, a poszczególne słowa nie pasowały do ogólnego kontekstu. Według mnie bardzo to obniża wartość lektury. 

Zakończenie

Zakończenie jest czymś, na co każdy czytelnik czeka z niecierpliwością. Podczas lektury wczuwamy się w losy bohaterów, stajemy się ich częścią. Oczywiste jest, że z utęsknieniem czekamy na końcowe wyjaśnienie. Według moich obserwacji bardzo trudno jest znaleźć idealny finał. Czytałam wiele wspaniałych książek, które w ostatniej scenie przynosiły rozczarowanie, nie spełniały pokładanych w nich oczekiwań.
Ale jak konkretnie powinno wyglądać zakończenie? Doskonale jest kiedy finał zaskoczy czytelnika. Tak po prostu. Powinien nas zadziwić, podczas czytania najlepiej, żeby nawet nam nie przyszedł do głowy. Wtedy książka ma niesamowitą wartość.
Według mnie finał nie powinien ciągnąć się za długo. Pamiętam pewną bardzo ciekawą historię, na rozwiązanie której czekałam niecierpliwie. Niestety efekt zepsuły rozciągnięte w czasie wyjaśnienia do sytuacji. Dosłownie przez około 20 stron bohaterowie tłumaczyli czemu, co i kiedy. Takie zakończenie całkowicie mnie wynudziło.



Jest wiele czynników, które decydują o tym, czy książka jest dobra. Każdy z wymienionych przeze mnie punktów ma duże znaczenie przy ogólnej ocenie powieści. Oczywiście nie wszystkie elementy mamy możliwość sprawdzenia przed lekturą (fabuła czy zakończenie). Przy wyborze pozostaje nam najczęściej nasza czytelnicza intuicja  podpowiadająca nam, którą pozycją warto się zainteresować.

A może Wy macie jakieś sprawdzone metody rozpoznawania książek wartościowych?





"W samo południe" Nora Roberts

"W samo południe" Nora Roberts

"W samo południe" Nora Roberts


Macie czasem ochotę na odrobinę romansu? Bo mi się to często zdarza. Dla urozmaicenia do historii o miłości możemy dodać nieco sensacji, dzięki czemu powstaje nam naprawdę interesujące dzieło. Wszystkie te elementy możemy znaleźć w powieści Nory Roberts "W samo południe".

Opis z tyłu okładki

Phoebe MacNamars jako policyjny negocjator zostaje wezwana do mężczyzny zamierzającego skoczyć z dachu. Dzięki sile spokoju i zręcznie prowadzonej rozmowie udaje jej się odwieść niedoszłego samobójcę od odebrania sobie życia oraz... zauroczyć pewnego przystojnego bogacza. Pani porucznik, która na co dzień świetnie radzi sobie w sytuacjach krytycznych, nie wie, jak zachować się w obliczu uczucia. Jak połączyć intensywne, pełne przygód życie zawodowe, rodzinne i miłość?

Moja recenzja

Niech opis nikogo nie zwiedzie, można by pomyśleć, że jest to typowy współczesny romans. Oczywiście temat miłości gra tu bardzo ważną rolę, w końcu to Nora Roberts. Ale przecież obiecałam wam troszkę sensacji. I dotrzymam słowa. Otóż główna bohaterka, która jak wynika z opisu jest policyjną negocjatorką staje się obiektem prześladowania. Z początku można pomyśleć, że incydenty są całkiem przypadkowe. Jednak z biegiem czasu akcja się zagęszcza, zagadka okazuje się nie mieć tak oczywistego zakończenia jak nam się na początku wydaje.

Jakby mało było zamieszania, na horyzoncie pojawia się miłość. Jak każdy wie, uczucie może naprawdę namieszać w uporządkowanym życiu.  Phoebe nie wie, czy może ulec namiętności, zwłaszcza, że może to się wiązać ze ściągnięciem niebezpieczeństwa na Duncana i całą swoją rodzinę.

Podsumowanie

Sam pomysł na fabułę wydał mi się bardzo interesujący, historia była naprawdę wciągająca. W połączeniu z kiełkującym romansem Phoebe mamy  świetną opowieść, dzięki której bez wątpienia można się zrelaksować. Nie jest to może najlepszy thriller, z jakim miałam do czynienia, niemniej wątek kryminalny świetnie wpisuje się w ogólną treść powieści, uzupełnioną ekscytującą historią miłosną.

Łącząc wątek sensacyjny, sercowy i poniekąd rodzinny Nora Roberts stworzyła powieść ciekawą, godną uwagi. Czytając ją spędziłam bardzo przyjemny czas, a chyba o to właśnie w lekturze chodzi.



"Miasteczko Salem" Stephen King

"Miasteczko Salem" Stephen King

"Miasteczko Salem" Stephen King

Jestem ostatnio zafascynowana twórczością mistrza horroru. Długo zajęło mi przekonanie się do jego powieści, nie bardzo chciałam zaczynać. Pierwszą książką Kinga, po jaką sięgnęłam było "To" i od niej właśnie się zaczęło. Tylko czy wszystkie jego historie były tak samo dobre?

Opis z tyłu okładki

W prowincjonalnym amerykańskim miasteczku zaczynają dziać się rzeczy niepojęte i przerażające. Znikają bądź umierają w dziwnych okolicznościach dzieci i dorośli, jedna śmierć pociąga za sobą drugą. Czyżby Salem było nawiedzone przez złe moce? Kilku śmiałków, którym przewodzi mały chłopiec, wydaje im pełną determinacji walkę.
Miasteczko Salem, klasyczny horror Stephena Kinga, ukazało się po raz pierwszy w roku 1975. Demoniczna opowieść natychmiast przeraziła i oczarowała czytelników i stała się światowym bestsellerem. Doczekała się też dwóch ekranizacji. 

Moja recenzja

 Sięgając po tą powieść nie miałam żadnych oczekiwań, żadnych pomysłów. O fabule nie wiedziałam nic ponad to, co zostało napisane na okładce. Streszczenie to nie dało mi żadnego poglądu na sytuację (oczywiście oprócz informacji, że w Salem dzieje się coś złego), nie naprowadziło na żadne przyczyny, których mogłabym się domyślać. Nie oglądałam także do tej pory żadnej ekranizacji, więc treść była dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Jeśli chodzi o twórczość Stephena Kinga to bardzo trudno uniknąć informacji na temat treści. Weźmy na przykład "Lśnienie", które wydaje mi się, że znane jest każdemu miłośnikowi gatunku, jeśli nie z literatury, to chociażby z ekranu. W takich wypadkach nie sposób przynajmniej w pewnym stopniu nie zapoznać się z fabułą przed przeczytaniem książki (chociażby poprzez zapowiedzi filmu).

Jakimś zrządzeniem losu przed przeczytaniem "Miasteczka Salem" nie miałam okazji zapoznać się chociażby pobieżnie z treścią, co w tych warunkach było dużym sukcesem. Teraz pozostaje pytanie czy warto było?

Może zacznę od tego, że tematyka mnie nieco zaskoczyła. Nie znam jeszcze na tyle twórczości Stephena Kinga aby mieć pewność, ale problematyka tu opisana nie pasowała mi do tego konkretnego pisarza. W jego przypadku stawiałabym na zjawiska bardziej psychologiczne. Muszę jednak przyznać, że pomimo tematu, który wydawał mi się oklepany, autor wybrnął z niego nadspodziewanie dobrze. Nie znajdziemy tu krwawej makabry typowej dla tej tematyki, a mimo wszystko momentami udziela nam się paniczny strach bohaterów. Nie ma krwi, zmasakrowanych zwłok, czy podobnych elementów dość często wykorzystywanych dzisiaj w horrorach. Tutaj boimy się tego, co się czai w ciemnościach, czego nie widzimy, albo co możemy zobaczyć.

Jest to jedna z nielicznych książek, po przeczytaniu których nie mam ochoty oglądać ekranizacji. Nie dlatego, że mi się nie podobała. Ani nawet nie dlatego, że się najzwyczajniej boję. Po prostu temat jest na tyle trudny, że boję się, że ekranizacja całkowicie popsuje efekt. Dziś znajdziemy wiele filmów o podobnej tematyce i do tej pory żaden mnie nie usatysfakcjonował. Pozostanę więc przy wersji papierowej.

Jest kilka elementów, które mi jako kobiecie ciężko przełknąć. Nie chodzi tu bynajmniej o równouprawnienie czy takie rzeczy. Mam raczej na myśli tragiczne epizody, przy których autentycznie płakałam. Uwierzcie mi, nie zdarza mi się beczeć przy książce (film to całkiem inna sprawa). Już chociażby dlatego muszę polecić tą książkę. Tylko od razu ostrzegam. To nie były łzy wzruszenia a bezgranicznego smutku. Fakt ten w połączeniu z opatrzoną tematyką zdaje się utwierdzać mnie w przekonaniu co do wartości twórczości Kinga, który z tak pospolitej historii stworzył emocjonalne dzieło. Od razu zaznaczam, że pospolitość ta wynika z dużego nasycenia problematyką w ostatnich latach. W latach powstawania powieści nie było takiej tendencji.

Podsumowanie

Muszę polecić "Miasteczko Salem" chociażby za jego emocjonalny wydźwięk. Także sama fabuła zdaje się wciągać, stawiamy się w miejscu bohaterów i czujemy ten sam niepokój. Jest to warte poświęcenia tych kilku wieczorów na przeczytanie powieści. Ma ona również kilka wad, między innymi momentami przydługie opisy, jednak każdy, kto czytał Kinga jest na to przygotowany. Nie umiałam się pogodzić także z losem kilku bohaterów, chociaż zabieg ten miał pewnie na celu wywołanie burzy uczuć u czytelnika, które długo nie pozwalają zapomnieć fabuły. Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić do samodzielnego zapoznania się z tą historią.



"Furie" Elizabeth Miles

"Furie" Elizabeth Miles


"Furie" Elizabeth Miles

Lubię czasem przeczytać coś przypadkowego, nieplanowanego. Takim przypadkiem były u mnie "Furie" Elizabeth Miles. Czytając opis ma się wrażenie, że jest to książka przeznaczona dla nastolatków. Ale ja z kolei taka stara się wcale nie czuję więc czemu miałabym nie spróbować.

Tytułowe furie to mityczne boginie zemsty. Wszędzie tam, gdzie się pojawią zaczynają dziać się straszne rzeczy. Ich misja jest jasna, ukarać za złe uczynki, wymierzyć przez siebie tylko rozumianą sprawiedliwość. W teorii wydaje się, że zadanie to jest pozytywne, ich działania uzdrawiają. Czy aby na pewno?

Emily jest zakochana. Wszystko byłoby wspaniale gdyby obiektem jej westchnień nie był chłopak najlepszej przyjaciółki. Pokusa jest niesamowicie silna, a zdrowy rozsądek nie chce podpowiadać żadnego sensownego rozwiązania. Poznajemy też Chase'a, popularnego chłopaka ze szkolnej drużyny sportowej, który ukrywa tajemnicę z przeszłości. Uznanie ze strony kolegów ma dla niego wielkie znaczenie, a stare urazy mogą być warte nawet czyjegoś życia.

Czy taka typowa grupa nastolatków mogła aż w takim stopniu narazić się na gniew furii? Według autorki ich przewiny były wystarczającym powodem do pojawienia się tych mitycznych mścicielek. One nie znają przebaczenia, nie wiedzą, co to łaska. Jest wina, musi być i kara. 

Miałam problem z zaakceptowaniem kary względem winy. Można powiedzieć, że każdy dostał to, na co zasłużył, jednak wymiar takiej kary był chyba zbyt brutalny, dosadny i kategoryczny. W końcu Furie nie przybyły tu na herbatkę. Nie jestem pewna czy autorka miała na celu zszokowanie czytelnika czy ostrzeżenie go przed konsekwencjami swoich działań.

Książka jest skierowana raczej do młodzieży i pod tym kątem jest pisana. Problemy głównych bohaterów są typowymi problemami szkolnymi, bez swoistej głębi, za to pełne podłości i egocentryzmu. Bo czy Emily nie ma na uwadze tylko swojego szczęścia, rzucając na szalę uczucia przyjaciółki? A Chase ze swoją zszarganą próżnością próbuje odpowiedzieć tym samym powodując nieszczęście. Pojawiają się wyrzuty sumienia, jednak są one zagłuszane aby nic nie zakłócało narcystycznego spojrzenia na świat.

Nie mogę tej pozycji zaliczyć do moich ulubionych, czytałam o wiele lepsze historie, które rzeczywiście coś znaczyły. Mimo wszystko mile spędziłam czas przy lekturze, a samo zakończenie stanowiło dla mnie pewnego rodzaju interesującą niespodziankę. Nie zdradzę czy był to happy end czy może coś zupełnie przeciwnego. Musicie sami się przekonać.



"Recenzja" Dean Koontz

"Recenzja" Dean Koontz

Krytyka potrafi być czasem bardzo bolesna. Każdy pisarz obawia się jak jego dzieło zostanie odebrane. Dean Koontz w swojej powieści stworzył całkiem nowe pojęcie krytyki, oparte na strachu i terrorze.

"Recenzja" Dean Koontz

Opis z okładki

"Cullen Greenwich jest pisarzem, ojcem sześcioletniego, nadzwyczaj uzdolnionego syna. Właśnie ukazała się jego szósta powieść, która powszechnie zbiera pozytywne oceny - z wyjątkiem jednej, napisanej przez Shearmana Waxxa, czołowego krytyka literackiego w Ameryce. Jego recenzja jest nie tylko wyjątkowo niepochlebna, ale mija się z faktami. Okazuje się, że krytyk mieszka w pobliskiej Laguna Beach i uchodzi za ekscentryka. Wbrew radom Cullen postanawia przynajmniej zobaczyć, jak wygląda tajemniczy adwersarz. W rezultacie dochodzi do przypadkowego spotkania obu mężczyzn w toalecie restauracji. Na pożegnanie Waxx wymawia pojedyncze słowo, które w uszach Cullena brzmi jak groźba - zguba. Tego samego wieczoru Waxx składa nocną wizytę w domu Greenwichów. John Clitherow - pisarz, który trzy lata wcześniej znalazł się na celowniku demonicznego krytyka - informuje Cullena, iż Waxx to niebezpieczny psychopata, który w okrutny sposób zamordował jego córki, żonę i rodziców. Radzi mu, by natychmiast uciekał wraz z bliskimi. Następuje eskalacja groźnych wydarzeń: kolejne nocne włamanie, brutalna napaść, w końcu dom Cullena zostaje wysadzony w powietrze. Tropieni jak dzikie zwierzęta, pisarz i jego żona muszą stawić czoła Złu w najczystszej postaci - inaczej zginą..."

Moja recenzja

Jestem miłośniczką twórczości Deana Koontza. Czytam naprawdę wszystko spod jego pióra, co mi wpadnie w ręce. "Recenzja" zapowiadała się naprawdę dobrze. Już sama okładka (przynajmniej według mnie) wyróżniała tą pozycję spośród innych jego dzieł. I to wyróżniała pozytywnie. Nie spodziewałam się raczej niczego tak dobrego jak "Odwieczny wróg" czy "Fałszywa pamięć", dla mnie są to niezaprzeczalne hity tego autora. Nastawiłam się jednak na dobrą historię z odrobiną fantasy.

Nie rozczarowałam się, mimo, że na odrobinę fantasy trzeba troszkę dłużej poczekać. Jest to opowieść o ucieczce, chęci ratowania rodziny, a w konsekwencji konieczności stawienia czoła niebezpieczeństwu. Jak wynika z opisu na początku mamy do czynienia z recenzją. Nie jest to byle jaka opinia, krótki artykuł z nieuzasadnioną krytyką staje się początkiem tragicznych zdarzeń. Jej autor z niewyjaśnionych przyczyn pragnie zniszczyć pisarza i jego rodzinę, którzy w tym działaniu nie mogą się dopatrzeć żadnego sensu. Na dodatek dowiadują się, że nie są jego pierwszymi ofiarami, a poprzednie recenzje zakończyły się makabrycznymi morderstwami.

I tu wkracza prawdziwy Koontz. Jego styl jest najbardziej widoczny przy kreowaniu Penny, żony Cullena i ich synka. Wprowadza za ich pośrednictwem odrobinę magii, nadprzyrodzonych umiejętności i ogólnie tego czegoś, co się składa na twórczość Koontza. Jeśli nie czytaliście żadnej jego książki to niestety nie zrozumiecie o czym mowa, bowiem bez przytoczenia całej fabuły nie uda mi się Wam do końca przedstawić tego charakterystycznego elementu. Pojawia się też, a jakże, cudowny pies, który ma swój udział w rozwiązaniu całego tego galimatiasu.

Akcja powieści potrafi naprawdę wciągnąć, mimo całej przewidywalności, jaką niesie za sobą przeczytanie kilkunastu zbliżonych dzieł autora. Pojawiają się tu wątki bardzo dla niego typowe, jak wcześniej wspomniany pies czy zadziwiająca wiedza, jaką posiadają bohaterowie. Także sama próba rozwiązania zagadki tajemniczego krytyka przywodzi mi na myśl kilka innych książek Koontza. Nie jest tak, że tematyka się powtarza. Bardziej chodzi tu o wyczulenie na styl pisarza, o znajomość jego twórczości.

Podczas finałowej sceny w pierwszym momencie wydawało się, że będzie to bardzo intrygujący moment. Niestety nie do końca spełnił moje oczekiwania. Mam wrażenie, że wszystko troszkę za szybko się rozegrało, tak jakby całkowicie pomijając głównych bohaterów. Mieli oni oczywiście swój udział w zakończeniu, jednak nie na tyle duży, aby czytelnik był w pełni usatysfakcjonowany. Brakowało mi tu czegoś bardzo ważnego, jakiegoś sensownego uzasadnienia całej fabuły. Oczywiście dowiadujemy się kto, co i dlaczego. Moim zdaniem jednak temat ten był nie do końca rozwinięty. Zabrakło też troszkę elementów fantastycznych, a te opisane były bardzo nierzeczywiste. Miałam wrażenie, jakby zostały wrzucone na siłę, jako poboczny, nie do końca potrzebny element.

Podsumowanie

Rozpisałam się na temat wad, można by pomyśleć, że książka nie przypadła mi do gustu. Nie jest to nawet cień prawdy. Bardzo polubiłam bohaterów "Recenzji", mimo że byli oderwani od rzeczywistości (ale tego się można było spodziewać sięgając po powieść Koontza). Intryga opisana była w sposób ciekawy, zachęcający do dalszego czytania. Mimo niektórych przewidywalnych elementów znalazło się kilka momentów, które mnie zaskoczyły. Muszę od razu wspomnieć, że schematyczność, na którą zwróciłam uwagę ma związek z ilością przeczytanych przeze mnie książek tego autora. Nie sposób nie myśleć takimi schematami po zapoznaniu się z tyloma pozycjami stworzonymi przez jednego człowieka. Więc jeśli będzie to Twoja pierwsza książka Koontza to będziesz całkowicie zaskoczony fabułą. I na pewno sięgniesz  po więcej.




Copyright © 2014 Wilki Cztery , Blogger